Internet w Polsce a w USA czyli mały dowód na to, że nie jest u nas najgorzej.

czwartek, 10 listopada 2016

Internet w Polsce a w USA czyli mały dowód na to, że nie jest u nas najgorzej.


Internet istnieje, po wielu przemianach, już od końcówki lat 60. ubiegłego wieku. Początkowo istniejący jako rozległa sieć ARPANET, dostępny jedynie dla celów wojskowych, dziś w postaci dostępnej dla każdego - i to w dowolnym momencie. Mnogość sposobów dostępu do internetu sprzyja konkurencji - a ta sprzyja coraz niższym cenom dostępu do - jak wielu określa - ostatniego bastionu wolnych mediów.

Sytuacja na rynku usług telekomunikacyjnych - bo do takich zalicza się sieć Internet, a przynajmniej tak się tę sieć zalicza w polskiej nomenklaturze, zależna jest nie tylko od zapotrzebowania - bo te praktycznie na całym świecie jest duże, ale również od poziomu konkurencji panującej na danym rynku.

Nasza rodzima sytuacja na rynku.


I tak, w Polsce mamy mnóstwo operatorów i mnogość dostępnych technologii świadczenia usług telekomunikacyjnych - mamy internet świadczony po liniach telefonicznych i pochodnych tej technologii (tu mowa o Neostradzie Orange), sieci kablowe (wszelkie firmy typu UPC, Netia, Aster, Multimedia, Vectra), światłowód (tu ponownie Orange - usługa Światłowód), internet radiowy (głównie przedsiębiorstwa telekomunikacyjne o zasięgu lokalnym, na słabo zaludnionych obszarach), internet mobilny (sieci telekomunikacyjne - T-Mobile, Plus, Orange, Play, Virgin Mobile itd.) oraz internet satelitarny (Polsat Cyfrowy, Plus). W technologiach tych znajdziemy również mnóstwo podtypów - dla przykładu internet mobilny to oczywiście 3G, HSPA, HSPA+, LTE, 4G i inne.

Wybór jest zatem wręcz kosmiczny i dla przeciętnego Nowaka ciężko się w tym wszystkim połapać. Rynek telekomunikacyjny w Polsce jest tak pojemny, że pomieścił z powodzeniem kilkadziesiąt przedsiębiorstw świadczących tego typu usługi. To wynik bardzo dobry, co rzutuje na wysoką jakość świadczonych usług, co wymusza liczna konkurencja, ale także na niską cenę tychże usług.

Dostęp do internetu szerokopasmowego w Polsce - przy czym szerokopasmowość jest przy tempie rozwoju prędkości internetu pojęciem mocno umownym, i tak kiedyś jeszcze szerokopasmowym internetem było już 512kbps (!) a dzisiaj powiedzmy, że jest to zakres 20-50mbps - jest wbrew pozorom bardzo tani. W zależności od operatora, za wspomnianą prędkość nie zapłacimy więcej niż 50-60 złotych, przy uwzględnieniu jednak stosowanej technologii.

Internet w USA skażony monopolistami.

Jak się ma sprawa za oceanem? Wielu z was pomyśli pewnie, że skoro technologia w USA stoi wyżej, to internet ma pewnie każdy obdarty menel na ulicy, a nasze biedne 100mbps to pewnie dają za darmo. Nic bardziej mylnego. Internet w USA bowiem leży i kwiczy. Właśnie z powodu braku konkurencji.

Z przedsiębiorstw, pod względem wielkości (przypominam - mowa o ogromnym terytorium, składającym się z 50. stanów, liczącego ponad 323 miliony mieszkańców) możemy wyróżnić zaledwie czterech gigantów, którzy zdecydowanie deklasują całą resztę dostawców internetu. 

I tak, wymienić można Comcast, Charter, AT&T oraz Verizon.


Comcast na chwilę obecną ma ok. 23 milionów abonentów, Charter - 21, AT&T - 15, Verizon - 7 (w milionach). Resztę stanowią małe przedsiębiorstwa o degresywnie malejącej liczbie abonentów. 
Całkowicie poza tymi liczbami, majaczy gdzieś usługa Google Fiber - światłowód od Google, lecz dostępność tej usługi jest raczej znikoma - obejmuje tylko fragmenty Stanów, lecz i taki jest jej zamysł.


W każdym razie widzimy, że sytuacja na rynku nie jest dla abonentów komfortowa. Ani trochę. Pomijając fakt, że mamy do czynienia z regularnym monopolem, to w przeciwieństwie do naszych firm telekomunikacyjnych, które za chwilę bardzo polubicie i przestaniecie na polskich dostawców narzekać - mają różne pomysły. Często godzące w konsumentów.


Przy ilości abonentów równej większości mieszkańców naszego kraju, pomoc techniczna w tych gigantycznych firmach leży. Leży i kwiczy. Do obsługi są według amerykańskich, starych żartów, zatrudniani imigranci pochodzący z Indii, a według zawsze trafiającego w punkt South Parku, wszyscy serwisanci leniwie odpowiadają na nasze zgłoszenia awarii, macając się po sutach. Amerykanie narzekają na pomoc techniczną Comcasta i innych mniej więcej z taką częstotliwością, jak my na koleje PKP, tylko że w porównaniu do naszego PKP, które - bądź co bądź - dynamicznie się rozwija, tak usługi internetowe w USA wchodzą na nowe wyżyny ograniczania praw abonentów.

Netflix i jego wojna z amerykańskim internetem.

Wszyscy wiemy już czym jest Netflix. Wiemy też, że pochodzi on właśnie z USA - tam odniósł największy sukces. Początkowo była to prosta usługa, polegająca na tym, że wybierało się listę filmów, które chcieliśmy obejrzeć w najbliższym czasie, a następnie za niewielką opłatą otrzymywaliśmy filmy od Netflixa w skrzynce pocztowej, do zwrotu w określonym czasie. Dopiero stosunkowo niedawno, bo kilka lat temu Netflix stał się cyfrową wypożyczalnią filmów, jaką wszyscy znamy.

Stany wręcz zwariowały na punkcie Netflixa, spędzając mnóstwo godzin i oglądając zamieszczone tam materiały. Netflix wykreował nowe trendy typu Netflix and chill albo binge watching - oglądanie serialów całymi sezonami.

Co ma to wspólnego z internetem? Firmy telekomunikacyjne, ziejące nienawiścią do Netflixa z powodu jego wspaniałych wyników finansowych, postanowiło wyciąć firmie pewien brzydki numer, ale o tym w kolejnym akapicie tego artykułu.

Pan na błękitnej linii na pewno pomoże nam rozwiązać problem. Proszę włączyć i wyłączyć modem. Działa? Nie? Trudno.

Limity. Limity. I jeszcze raz limity.

Wszyscy w Polsce pamiętamy sytuację, która była o wiele gorsza niż w takiej Ameryce. Mowa o bezpardonowej hegemonii nieistniejącej już spółki Telekomunikacji Polskiej. Jeżeli mieliście internet w latach 1995-2000 - to od TP S.A. Nie było innej opcji, żaden inny operator nie istniał. Majaczyły gdzieś w oddali przedsiębiorstwa typu Dialog, Netia, lecz TP S.A. skutecznie tłamsiła te firmy, trzymając w szachu stare, pordzewiałe i przeżarte przez myszy i szczury kable i nie pozwalając żadnej firmie użyczyć linii. Trzeba było czekać mnóstwo lat, aby sytuacja się w końcu zmieniła i TP S.A. w końcu została zmuszona do udostępnienia tych starych kabli. 

Z tego powodu, że TP S.A. mogła sobie zrobić co jej się rzewnie podoba i nie liczyć się z abonentami - gdyż albo bierzecie nasze albo internet sobie ewentualnie przez okno u sąsiada pooglądacie - to wprowadziła pierwszy internet szerokopasmowy - Neostradę. Na początku potwornie droga, ceny rzędu 300 złotych za miesiąc, uzyskała z czasem - gdy zaczęła w końcu tanieć - a mianowicie w roku 2004 -  ... limit na transfer. Od tej pory z Neostrady można było pobrać np. 5GB na miesiąc przy opcji 128kbps. Po przekroczeniu tego limitu o internecie mogliśmy zapomnieć - spadał do tak niskiej prędkości, że strona wczytywała się tak długo, że można byłoby pomyśleć o kawie. Dwóch kawach. Albo pięciu. I może i wtedy strona by się nie wczytała.

Chyba najsłynniejszy w sieci filmik zatytułowany "Dzieci Neostrady".

Spółka tłumaczyła się - idiotycznie i w oderwaniu od warunków technicznych - że limit wprowadziła ze względu na ruch na kablu. Oczywiście było to wierutną bzdurą. To czy, ktoś ma limit pobierania 5GB, czy więcej nie miało żadnego znaczenia z punktu widzenia technologii. Może to, ilu użytkowników korzysta w danym momencie  z internetu - to tak. Czy jest różnica pomiędzy obciążeniem sieci, gdy wszyscy mają praktycznie ten sam limit? Dochodzi ewentualnie do sytuacji, kiedy przy końcu miesiąca obciążenie sieci się zwalnia, jak wkurzeni użytkownicy wykorzystają limit transferu, ale czy spółka, posiadająca wszystkie miedziane kable w okolicy coś na tym zyskuje? No chyba sami sobie odpowiecie.

Tak, hejt na Neostradę był swego czasu bardzo mocny.
Od roku 2000 i dalej, w końcu sytuacja zaczęła się rozluźniać, pojawiła się konkurencja, a TP S.A. poczuła w końcu, że grunt się pod jej stopami nieco chwieje, dlatego też wprowadzony w 2004 roku limit, zdjęto w końcu, po trudach i znojach w 2007 roku. Jakoś wtedy w TP S.A. nie snuł ponurych wizji, że obciąży to i kable i że coś na tym stracą. Wręcz przeciwnie - usługa Neostrady dalej się prężnie rozwijała - i działała. Od tamtej pory na szczęście internet stacjonarny kojarzy się nam z brakiem limitów, a słowo limit, automatycznie nam przywodzi na skojarzenia internet mobilny. 

Inną sprawą jest, że TP S.A. dostała za swoje - i słusznie - ale nie z powodu limitów. Te, wydaje się, że spółka zdjęła, gdyż była zmuszona do głębokiego przemyślenia swojej polityki. W latach 2006-2007 TP S.A. dostała od UKE (Urząd Komunikacji Elektronicznej) dwie kary - w sumarycznej wysokości około 450 milionów złotych (!). Spółce dostało się za wymuszanie na abonentach posiadania abonamentu na telefon stacjonarny, żeby mogli korzystać z dostępu do Neostrady, co przy gwałtownej popularyzacji telefonii komórkowej w tamtym okresie było naprawdę brudną zagrywką tonącego okrętu z napisem "telefonia stacjonarna". 

I mimo, że TP S.A. już nie istnieje, to już rzadziej, lecz wciąż po nocach śnią się nam ich koszmarne oferty i kolejne, debilne pomysły, służące raczej za eksperymenty na biednych abonentach, niż kuszącą ofertę.

Czasy bezpowrotnie się zmieniły, a jak wspomniałem wyżej o limitach już zapomnieliśmy, ale...

Amerykański "efekt Neostrady".


I teraz was mocno zdziwię. Wiecie, że w USA dalej są limity transferu? Pewnie z uśmiechem odpowiecie, że na internet mobilny. Nie! W USA jest limit na internet stacjonarny! Zupełnie jak w Neostradzie. Może nie tak znowuż zupełnie - w USA mamy różne prędkości transferu i limit w tym przypadku jest dosyć spory - wydawałoby się - zwykle jest to kilkaset gigabajtów.
I wszystko okej - powiecie - ja tam dużo nie ściągam. I wszystko jasne - tylko że taki Netflix zżera ogromne masy transferu. To idzie w kilkaset gigabajtów na miesiąc - mówimy o streamingu video w HD, a czasem nawet 4K. My, polacy, tego nie odczuwamy, ponieważ zwykle w domu mamy internet stacjonarny, który limitu nie ma, natomiast w USA, gdzie się ogląda tony produkcji z Netflixa (tudzież Hulu) powoduje, że czasami internetu nie starcza im do 15 dnia miesiąca (o masz, zupełnie jak wypłatą w Polsce ;-) ;-)). 

Dodajcie do tego jakiegoś YouTube'a albo gry kupione cyfrowo na konsole. Niby 300GB, ale jakoś poszło? 

Dodajmy do tego, że ceny internetu w USA są astronomiczne. Nasze skromne 50-60 złociszy to jest nic w porównaniu do 80 dolarów za miesiąc podstawowego pakietu internetu co miesiąc! Te opłaty idą w setki dolarów. Jeżeli porównamy nawet zarobki w obu krajach, to i tak Polska stoi na znacznie lepszej pozycji. A przecież 100 dolarów to prawie 400 złotych w przeliczeniu. Kwota ogromna, za tak podstawową rzecz jak dostęp do internetu.

I teraz kolejna kwestia - w takiej Neostradzie, przekroczenie limitu równało się niewinnemu pozbawieniu nas do pełnej prędkości łącza - coś tam sobie od biedy wolno hulało po limicie. A w takim USA operatorzy się nie cackają - przekroczenie powoduje automatyczne dokupienie transferu. I tak za 10GB płacimy dodatkowe 10$. Jeżeli nie kontrolujemy naszego transferu, to może stać się katastrofa, o czym przekonało się wielu amerykanów. Nie są odosobnione liczne historie o przeciętnych ludziach, zarabiających odpowiednik naszej "najniższej brutto", którzy nagle dostali rachunek na 1500 baksów. 

Na całe szczęście, nasza rodzima TP S.A. próbowała nieśmiało wprowadzić pomysł na dokupowanie transferu - faktycznie taki system działał, lecz był on całkowicie dobrowolny i mówiliśmy tu drobnych kwotach, rzędu 10 złotych za 1GB. Mogliśmy sobie transfer dokupić, wykorzystać i internet znowu by po prostu zwolnił.

Dlatego, jeżeli wszystko bezkrytycznie będziemy przyjmować, że w USA jest lepsze i nowocześniejsze... zastanówmy się jeszcze raz. :-).

1 komentarz :

  1. Ja mam bardzo dobry internet z sieci komórkowej, nielimitowany nie mam problemów z zasięgiem. Na http://movamobile.pl/ znalazłam kiedyś porównanie ofert kilku operatorów i oferta jednego z nich najbardziej przypadła mi do gustu. Dzisiaj wybierajc siec komórkową zawsze bierzemy pod uwagę to jaką ofertę pod względem internetu przedstawia nam operator, ponieważ około 85% populacji korzysta z internetu mobilnego.

    OdpowiedzUsuń